Archive for July, 2002

Przytulili dwa psy

Monday, July 15th, 2002

Z inicjatywy naszej redakcji w punkcie przetrzymywania zwierząt w Sieradzu odbyła się akcja „Przytul psa na lato”. Nowych właścicieli zyskały dwa bezdomne czworonogi.

Przypominamy, że była to trzecia edycja akcji. Dzięki poprzednim, które organizowaliśmy przed nadejściem zimy, do nowych domów powędrowało blisko 20 psów. Kolejne dwa to co prawda niedużo, ale spodziewamy się, że na tym się nie skończy. Podczas dwugodzinnego dyżuru, który urządziliśmy wraz z pracownikami Przedsiębiorstwa Komunalnego, gdzie punkt funkcjonuje, pojawiło się wielu obserwatorów. Kilka osób obiecało, że w najbliższym czasie najprawdopodobniej pojawi się, by przygarnąć psiaka.

Chcemy dzięki tej akcji uświadomić mieszkańcom regionu sieradzkiego, że w grodzie nad Wartą działa punkt przetrzymywania zwierząt, który ma charakter tymczasowy.

Nie ma on statusu schroniska, więc psy – zgodnie z przepisami – nie mogą mieszkać w nim w trakcie zimy. Stąd edycje akcji o tej właśnie porze roku.

O letniej pomyśleliśmy, bowiem okazało się, że o tej porze bezdomnych psiaków znacznie przybywa. W dziewięciu kojcach umieszczono ostatnio aż 12. Dwa ubyły, ale trzeba się liczyć z tym, że w ich miejsce bardzo szybko pojawią się kolejne. Nie zapomnijmy o nich…

Autor artykułu: Paweł Gołąb

Ponowny „chrzest” świątyni

Monday, July 15th, 2002

W sobotę, dokładnie w południe, odbyła się w Witowie uroczystość poświęcenia odnowionego kościoła pod wezwaniem świętej Małgorzaty – zabytkowej świątyni, której historia sięga XII wieku.

Ceremonii przewodniczył biskup pomocniczy archidiecezji łódzkiej Ireneusz Pękalski. Przybyło wielu księży z sąsiednich miejscowości, m.in. z Sulejowa, Przygłowa, Milejowa i Bujen, a także tzw. ziomkowie, czyli księża wywodzący się z miejscowej parafii.

Można było zobaczyć byłego księdza proboszcza, obecnie dziekana piotrkowskiego – Stanisława Sochę, byłych wikariuszy ks. Jana Biedę i ks. Krzysztofa Nalepę, a także redaktora „Niedzieli” – ks. Waldemara Kulbata, superiora klasztoru Jezuitów w Łodzi o. Józefa Łągwę i ks. Mariusza Ratajczyka z zakonu ojców Pasionistów.

Ceremonia rozpoczęła się aktem poświęcenia świątyni na zewnątrz.

– Zebraliśmy się tutaj, aby podziękować Bogu za odnowienie elewacji zewnętrznej zabytkowego kościoła w Witowie – powiedział ks. biskup Ireneusz Pękalski, rozpoczynając tym samym celebrę. Obrządek przebiegał według ustalonego porządku, czyli poświęcenie kościoła na zewnątrz, msza święta, wystawienie Najświętszego Sakramentu i na koniec uroczysta procesja kończąca ceremonię.

– Odwiedzam tę parafię po raz trzeci i po prostu brak mi słów, aby opisać to, co dzisiaj widzę – mówił na pożegnanie biskup Ireneusz Pękalski. – Świątynia wygląda imponująco i na zewnątrz, i wewnątrz. Jestem pełen podziwu dla księdza proboszcza, który w tak krótkim czasie zrobił tak wiele, wkładając w to tyle serca i energii. Parafia z takim księdzem ma przyszłość.

Z kolei proboszcz parafii, ksiądz Grzegorz Gogol dziękował serdecznie przybyłym księżom i biskupowi, wszystkim parafianom, którzy z otwartym sercem i ofiarnością solidarnie dołożyli się do dzieła odnowienia kościoła, gościom i wszystkim ofiarodawcom i darczyńcom.

– Przede wszystkim chciałbym gorąco podziękować za bezinteresowną pomoc Małgorzacie i Pawłowi Czajkom, którzy podjęli się tego trudnego dzieła – powiedział proboszcz Grzegorz Gogol. – Pan Paweł był inspektorem nadzoru wykonywanych prac, a jego małżonka wykonała wszystkie plany i projekty związane z renowacją i kolorystyką budynku. Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuje.

Autor artykułu: Katarzyna Fogiel

Turysta w Piotrkowie nie sypia

Monday, July 15th, 2002

Czy Piotrków ma miejsca w hotelach, czekające na turystów chcących tutaj przenocować? Czy turyści z tego korzystają?
Położony w centrum miasta hotel „Trybunalski” dysponuje 79 miejscami. Oferuje pokoje dla gości, którzy przebywają w delegacji służbowej i są tutaj przejazdem.

– Obecnie 26 miejsc jest zajętych, pozostałe czekają na gości – poinformowała nas Maria Zaport, recepcjonistka,
W hotelu przy ul. Przemysłowej pokoje są wynajmowane przez firmy dla swoich pracowników na okres około miesiąca.

– W tej chwili zajętych jest 10 miejsc na 40 wolnych – oświadczyła Ryszarda Domardzka, recepcjonistka hotelu.

Z kolei robotnicy, którzy pracują w Piotrkowie, a także kierowcy przebywający w podróży – nocują często w hotelu „Piocel”, który dysponuje 29 miejscami, jednak wolnych jest już tylko 9 miejsc. Dalej można szukać noclegu w Domu Wycieczkowym „Pegaz”, który dysponuje 24 miejscami do spania, przy czym kilka z nich jest obecnie zajętych.

Uczestnicy obozów wędrownych mogą liczyć na nocleg w schroniskach młodzieżowych, gdzie mają zagwarantowane zniżki grupowe. Schronisko młodzieżowe PTSM, w którym znajduje się 49 miejsc, w tej chwili gości w swoich progach 6 osób, ale już spodziewa się następnej grupy, która ma się pojawić w przyszłym tygodniu.

Najtaniej jest w prywatnych kwaterach. Obecnie w mieście istnieją dwie prywatne kwatery. Jedna z nich dysponuje 8 miejscami do spania. Jak nas poinformowała właścicielka, obecnie gości u siebie kilka osób. Druga z prywatnych noclegowni dysponuje trzydziestoma miejscami. Według właściciela, 6 miejsc jest już zajętych, natomiast reszta oczekuje na gości.

Jak nietrudno policzyć, jest zatem w Piotrkowie około 260 miejsc, gdzie można wypocząć. Obecnie zajętych jest mniej więcej 80, z których turyści zajęli około 30. Dobrze więc, że ci ostatni chcą do Piotrkowa przyjeżdżać, choć szkoda, że na krótko.

Autor artykułu: (fog)

Czystość spisana na papierze

Friday, July 12th, 2002

Wreszcie weszła w życie uchwała Rady Miejskiej określająca zasady utrzymania czystości i porządku w mieście. Uchwalona została jeszcze w marcu, ale dopiero niedawno – po wniesieniu poprawek przez wojewodę – ukazała się w „Dzienniku Urzędowym Województwa Łódzkiego”.

Nowa uchwała, wraz z załączonym do niej regulaminem – zawiera przepisy znajdujące się dotychczas w kilku innych uchwałach. I pewne kwestie reguluje nieco inaczej.

Z koniecznością sprzątania po swoich ulubieńcach liczyć się muszą właściciele (lub opiekunowie) zwierząt domowych, a więc przede wszystkim psów. Odchody czworonogów sprzątane być muszą natychmiast z terenów i miejsc przeznaczonych do publicznego użytku. Ich szczęśliwi właściciele pamiętać też powinni o wyposażeniu ulubieńca w znaczek identyfikacyjny i kaganiec, wyprowadzaniu go na smyczy i nie wchodzeniu z nim na place zabaw i boiska oraz ogrodzone tereny szkół, przedszkoli, żłobków i parków.

Wspomniany regulamin precyzyjnie określa też obowiązki właścicieli nieruchomości. Muszą oni m.in. oczyszczać chodniki ze śniegu i lodu oraz usuwać z nich błoto i inne zanieczyszczenia, czyścić kratki kanalizacji deszczowej i zasuwy wodne oraz pielęgnować zieleń znajdującą się na terenie nieruchomości. Nie wolno im natomiast, na podwórkach czy chodnikach, myć samochodów (chyba że powstające ścieki odprowadzane są do szamba lub kanalizacji sanitarnej), ani też wykonywać jakichkolwiek regulacji czy napraw.

Każdy właściciel nieruchomości ma obowiązek posiadania pojemników na odpady i wykorzystywania ich zgodnie ze szczegółowymi przepisami. Od gminy za darmo otrzymać może pojemniki służące do segregowania odpadów. I jeśli będzie ową segregację prowadził, nie zapłaci wtedy za odbieranie ze swojej posesji makulatury, szkła i tworzyw sztucznych.

Dodajmy na koniec, że właściciele nieruchomości zobowiązani są również do usuwania ogłoszeń, plakatów czy napisów z budynków i miejsc nie przeznaczonych do ich eksponowania.

Nad przestrzeganiem zaś tego i wszystkich innych przepisów dotyczących utrzymania czystości i porządku czuwać będą Straż Miejska oraz miejskie służby. Na ile skutecznie – czas pokaże.

Autor artykułu: (mj)

Kukułcze dzieci

Friday, July 12th, 2002

Kowalikowie zajechali przed poradnię skodą. Ona zadbana, on z komórką przy uchu. Na rękach trzymali kilkumiesięczne dziecko. Piotruś miał niebieskie oczy, czyste śpioszki i nie płakał.

– Chcemy go zostawić! – pierwszy odezwał się ojciec Piotrusia.

– To już nasze trzecie dziecko…

– matka próbowała się usprawiedliwić. Potem mówił już tylko jej mąż.

– Poza tym za kilka dni mamy w domu dużą imprezę rodzinną i on by nam przeszkadzał! – stwierdził na koniec.
8-miesięczny Piotruś nie wrócił już do domu. Rodzice oddali go do adopcji.

Liczby przerażają. W ciągu roku w całym województwie łódzkim porzucanych jest blisko setka dzieci! W większości są to noworodki, do których matki zrzekają się praw już w szpitalu. Są także 8-miesięczne czy nawet 2-letnie dzieci oddawane przez rodziców do adopcji.

– Dzieje się tak, bo coraz więcej ludzi nie ma żadnych uczuć, ma zachwiane poczucie wartości – mówi Anna Kowalska, dyrektor Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Łodzi. – Z alkoholizmu można się wyleczyć, ale gdy ktoś jest pusty w środku, to nic nie da się zrobić.

Ludmiła od „tirówki”

Niedawno głośno było o 4-miesięcznej Ludmile. Dziewczynka jest córką Bułgarki „pracującej” przy trasie Piotrków – Lublin. „Tirówce” przydarzył się „wypadek przy pracy” i zaszła w ciążę.

Trafiła do szpitala w Opocznie. Personel oddziału położniczego na takie jak ona mówi krótko: kukułki. Pojawiają się tylko, by urodzić dziecko. Potem nie mogą się doczekać kiedy wyjdą ze szpitala.

– Zawsze mówią, że wrócą po dzieci, ale nigdy nie wracają – twierdzi dr Maciej Skoczylas, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala w Opocznie. – W ciągu roku trafiają do nas trzy, cztery takie Bułgarki lub Ukrainki.

Małej Ludmile imię nadał Urząd Stanu Cywilnego. Potem leżała prawie cztery miesiące w szpitalu. Bo co zrobić z dzieckiem z nieuregulowaną sytuacją prawną, bez żadnych szans na adopcję?

– Czekała na miejsce w domu małego dziecka – tłumaczy dr Tadeusz Lizis, ordynator oddziału noworodków opoczyńskiego szpitala.

Ostatnio w opoczyńskim szpitalu rodziła jeszcze jedna Bułgarka. Jej dziecko pojechała do domu dziecka w Kozienicach. Pod koniec czerwca zabrano je do Warszawy.

– Jeśli ambasada bułgarska się jej nie wyprze, to dziewczynka będzie odtransportowana do Bułgarii – mówi dr Lizis. – Być może dlatego trafiła do Warszawy, by szybciej załatwić wszystkie formalności związane z jej transportem.

Niektórzy twierdzą, że w Polsce Ludmiła nie miałaby żadnej szansy na adopcję. Nikt nie zaopiekowałby się dzieckiem „tirówki”.

– Nieprawda! – twierdzi Anna Kowalska. – Myślę, że i ta dziewczynka znalazłaby rodzinę. Na przykład niedawno nowych rodziców znalazł mały Mulat, owoc przygodnej znajomości studentki i obcokrajowca z Afryki.

W Łodzi najwięcej

Najwięcej dzieci porzuca się w Łodzi. W mniejszych miastach województwa takich przypadków jest znacznie mniej. W sieradzkim szpitalu zostaje rocznie czwórka-piątka noworodków, a w Opocznie jedno lub dwoje.

– Ludzie boją się napiętnowania w środowisku – twierdzi dr Lizis.

– W dużym mieście wygląda to zupełnie inaczej.
W II Miejskim Szpitalu im. Rydygiera w Łodzi na oddział preadopycjny w ubiegłym roku trafiło 12 dzieci, a w tym przez pierwszych sześć miesięcy już 19.

– Lepiej by matka, która nie chce dziecka, zrzekła się praw do niego, niż po urodzeniu podrzucała na śmietnik czy zabijała! – mówi dr Regina Wieczorek, koordynator oddziału.

Zaraz po urodzeniu matka, która nie chce dziecka, powinna złożyć oświadczenie, że zrzeka się do niego praw. A po sześciu tygodniach od porodu, potwierdzić to przed sądem. Dzięki temu dziecko może bez problemu trafić do rodziny adopcyjnej.

Inne matki

Regina Wieczorek przyznaje, że teraz dzieci zostawiają w szpitalach zupełnie inne matki niż kilkanaście lat temu.

– Wcale nie jest to tzw. margines społeczny – mówi dr Wieczorek. – Zdarzają się studentki, których ciąża nie jest akceptowana przez rodzinę albo kobiety, które mają kilkoro dzieci i nie są już w stanie utrzymać rodziny.

Jedna z pielęgniarek opowiada, że kiedyś do jej szpitala trafiła kobieta, która rodziła trzecie dziecko. Miała dwie córki i marzyła o synie. Urodziła się trzecia córka. Kobieta postanowiła zostawić dziecko w szpitalu. Rodzina nie była biedna. Mieli ładny dom, samochód, dochodowy warsztat rzemieślniczy.

Często dzieci zostawiają studentki. Zwykle rodzina dziewczyny nie chce słyszeć o nieślubnym dziecku, więc z reguły córka oddaje dziecko do adopcji, a potem, zgodnie z wolą mamusi, wraca na studia.

Studentka zmieniła zdanie

Niedawno na oddział położniczy jednego z łódzkich szpitali, niemal w tym samym czasie, trafiły trzy studentki. Beata, Kamila i Violetta już przy wejściu do szpitala wiedziały co zrobią.

– Dziecka nie bierzemy! – zakomunikowały. – Wszystko co trzeba podpiszemy, ale nie chcemy tych dzieci!

Beata urodziła śliczną córeczkę, a Kamila i Violetta chłopaków. Przez dwa dni nie chciały nawet spojrzeć na swoje dzieci. Beata i Kamila zmiękły, gdy ich dzieci kończyły trzeci dzień. Poszły na salę z noworodkami. Zobaczyły je raz, drugi. W końcu postanowiły zabrać je do domu.

– Nie darowałabym sobie do końca życia, gdybym zostawiła tu to maleństwo – powiedziała Beata do pielęgniarki wychodząc ze szpitala. Tylko Violetta do końca była twarda. Nawet nie zobaczyła syna.

Anna Kowalska opowiada historię jednej ze studentek, która też chciała zostawić dziecko. Matka dziewczyny dawno nie żyła, ojciec się nią nie zajmował, wychowywała ją babcia. Dziewczyna zaszła w ciążę. Na chłopaka nie mogła liczyć. Chciała oddać syna do adopcji.

– Udało się nam umieścić dziecko u jej babci, która jest teraz jego rodziną zastępczą – mówi Anna Kowalska. – Dziewczyna ma z nim stały kontakt, pomaga babci.

Bywa, że matka zaraz po przyjściu do szpitala zrzeka się dziecka, ale po jego urodzeniu znika, nie potwierdzając swej decyzji przed sądem. Bardzo to komplikuje sytuację dziecka, które musi miesiącami czekać na uregulowanie swoje sytuacji prawnej, choć dawno mogłoby być u nowej rodziny.

Bywają też sytuacje nieprzewidziane. Dr Wieczorek przypomina sobie zdarzenie, gdy matka zrzekła się dziecka.

Na chłopca czekała już rodzina, a tu nagle pojawił się jego ojciec. Powiedział, że on swoich praw rodzicielskich się nie zrzeknie!

– Ale oczywiście nie wziął tego dziecka do siebie – mówi dr Wieczorek. – Dziecko już nie może być adoptowane!

Rodzin, które chcą adoptować dziecko, nie brakuje. Oblicza się bowiem, że 1/3 polskich rodzin nie może mieć dzieci. W kraju na niemowlaka trzeba czekać około 4 lat. W Łodzi ten okres skrócony jest do 9 miesięcy. Sprawami adopcji zajmują tu się trzy ośrodki.

Ludzie gotowi są adoptować w zasadzie każde małe dziecko. Dr Wieczorek apeluje do matek, że jeśli nie chcą już dziecka, niech przynajmniej ułatwią mu dalsze życie i załatwią wszystkie formalności. Szybciej wtedy znajdzie rodzinę.

– Wszystkie sprawy prawne załatwiane są dyskretnie, bez żadnych wywiadów środowiskowych – zapewnia dr Wieczorek.

Autor artykułu: Anna Gronczewska

Żarówki zaświecą jaśniej

Friday, July 12th, 2002

Klienci Zakładu Energetycznego Łódź-Teren, obsługującego województwo łódzkie, wraz z lipcowymi rachunkami za prąd otrzymają ulotki informujące o podwyższeniu w drugiej połowie przyszłego roku napięcia do 230 woltów z tolerancją 10 procent. Wiąże się to z wprowadzeniem jednolitego napięcia w krajach Unii.

Kierownictwo ZE Łódź-Teren poinformowało wczoraj, że nie powinno to wpłynąć ujemnie na pracę domowych urządzeń, ale istnieje ryzyko, że starszy sprzęt gospodarstwa domowego wyprodukowany przed rokiem 1980, np. pralki, lodówki, lampowe odbiorniki radiowe i telewizyjne, mogą nowego napięcia nie wytrzymać.

– Napięcie będzie wzrastać wolno i systematycznie, nie powinno więc dojść do awarii. Jeśli będą takie przypadki, to jednostkowe – uważa dyr. Wojciech Kozubiński. – Od kilku lat w ofercie handlowej nie spotyka się urządzeń na napięcie inne niż 230-240 woltów.

Zakłady energetyczne nie będą zwracać kosztów ewentualnych napraw ani wymiany sprzętu lub instalacji. Zwracają uwagę, że wyższe napięcie przyczyni się do lepszej pracy urządzeń elektrycznych. Na przykład żarówki będą jaśniej świecić, a żelazka będą się szybciej nagrzewać. Nowe napięcie będzie jednak wymagało dostosowania około 50 – 60 starych transformatorów.

Autor artykułu: (z. ch.)

Opiekali… kable

Wednesday, July 10th, 2002

Czynna napaść na funkcjonariusza policji i złożenie fałszywego zawiadomienia – to zarzuty, z których będzie musiał się wytłumaczyć Andrzej D., mieszkaniec Sieradza.
Zdarzenie z jego udziałem miało dramatyczny przebieg.

Policjanci otrzymali sygnał o tajemniczym ognisku rozpalonym w okolicy miejscowości Chałupki. Wysłany na miejsce patrol bez trudu odnalazł palenisko. Mężczyźni, którzy rozpalili ogień, wpadli w popłoch, gdy ujrzeli radiowóz. Natychmiast wsiedli do samochodu marki Ford Ascona i próbowali się oddalić. Uciekając potrącili jednego z interweniujących policjantów. Na szczęście nie ucierpiał bardzo. Doznał jedynie lekkich obrażeń nogi.

Funkcjonariusze próbowali zmusić mężczyzn do zatrzymania się. Oddali dziewięć strzałów w kierunku oddalającego się pojazdu. Sześć z nich trafiło w forda, mężczyźni jednak nie przestraszyli się i odjechali. Samochód porzucili pod Bełchatowem.

Policjanci spisali numery rejestracyjne pojazdu. Właściciel samochodu – Andrzej D. – wkrótce sam pojawił się na komendzie, zgłaszając kradzież pojazdu. Po przesłuchaniach przyznał, że to on feralnego wieczora prowadził samochód. Jego kompana jeszcze nie ujęto, niebawem pewnie do tego dojdzie, ponieważ policja ustaliła jego personalia.

Obu mężczyznom przyjdzie się zapewne tłumaczyć z jeszcze jednego zarzutu. Ognisko, które rozpalili, nie służyło bowiem rekreacji. Andrzej D. wraz z kompanem opalał w ogniu… skradzione miedziane kable telefoniczne. W ten sposób mężczyźni pozbywali się gumowej powłoki, w której znajdowała się cenna dla nich miedź.

Autor artykułu: Paweł Gołąb

Ucieczka od złotówki

Wednesday, July 10th, 2002

Pozbywamy się naszego rodzimego pieniądza, bo raz, że wakacje, a dwa – niepokojące zmiany na górze.

Od zeszłego tygodnia, od dymisji ministra finansów Marka Belki, również piotrkowianie poczuli niepokój, a kantory przeżywają oblężenie. Jeśli chodzi o lokaty, najpopularniejsze są dolar i euro, których większa sprzedaż związana jest też z okresem wakacyjnym.

– Kursy walut wciąż rosną, a skup maleje, ale myślę, że zwiększony ruch to jeszcze kwestia kilku dni – mówi Marek Górny, właściciel jednego z piotrkowskich kantorów. – Ludzie wręcz pozbywają się złotówek, wypłacają z kont i zamieniają na euro lub dolary.

Ci, którzy chcieli zarobić i pozbyli się złotówek w zeszłym tygodniu, mogą liczyć na zysk, jeśli uda im się sprzedać walutę w odpowiednim momencie. – Wszyscy czekają na kojące wypowiedzi rządu i na razie nie sprzedają tego co kupili, odkładają w czasie konsumpcję swojego zysku – informuje Wojciech Kulbat, współpracownik w kantorze.

Właściciele kantorów twierdzą, że trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć, bo gdzieś jest granica wzrostu kursów i może się okazać, że sytuacja gwałtownie się unormuje. Obecnie kurs dolara wynosi 4,13, a euro 4,08 w skupie i odpowiednio 4,25, 4,20 zł w sprzedaży. Tak duża różnica jest zabezpieczeniem dla kantorów, a zmieni się wraz z ustabilizowaniem sytuacji. Jak na razie, największy wzrost kursu miał miejsce między piątkiem a poniedziałkiem i wynosił 6 gr na euro i 5 gr na dolarze.

Autor artykułu: (tyka)

Europejscy koloniści z całej Polski

Wednesday, July 10th, 2002

„Dzieci Europy” – pod takim hasłem przebiegają kolonie w Ośrodku Szkolenia Służby Więziennej w Sulejowie. Uczestnikami są dzieci i młodzież w wieku od 7 do 16 lat z terenu całej Polski, które wczoraj zorganizowały plenerową imprezę „Europa blisko nas”.

Do sulejowskiego ośrodka zjechały dzieci funkcjonariuszy służby więziennej i nie tylko, m. in.: z Białegostoku, Wrocławia, Gdańska, Warszawy, Lublina, Szczecina, Kalisza, Opola i innych miejsc kraju. Organizowane są trzy 18–dniowe turnusy, na każdym ponad 100 uczestników. Część z nich bierze udział w koloniach konnych połączonych z nauką jazdy, która prowadzona jest w Adamowie.

– Pomysł na „Dzieci Europy” wyszedł od samej młodzieży – mówi Grzegorz Gdula, komendant ośrodka. – Wymyśliły scenariusz nadając kierownictwu i instruktorom kolonii statusy poszczególnych komisji Unii Europejskiej, a wśród swoich grup rozlosowali państwa wspólnoty.

Każda z grup wieczorem prezentuje własny program przybliżający historię i kulturę danego państwa. Szwecja wręczała np. nagrody Nobla, Wielka Brytania serwowała herbatkę. Wczoraj podczas plenerowej imprezy wystawiono stoiska krajów piętnastki. Później odbył się festiwal europejski m. in. z paradą techno, tańcami regionalnymi, współczesna insceniazacja Romea i Julii, trybunał haski nad… kadrą kolonijną, a wieczorem dyskoteka z europejską listą przebojów. Na wysokości zadania stanęła też kolonijna stołówka przygotowując charakterystyczne potrawypaństw. – Dzieci potrafią świetnie się bawić – pokazuje „tytuł szlachecki” Anna Janiszewska, kierownik kolonii.

Autor artykułu: (oby)

Za Ptakiem nie trafisz

Tuesday, July 9th, 2002

Piotrcovia Ptak szykuje się do gry w drugiej lidze. Tak jak można się było spodziewać, nie podjęto wczoraj ostatecznej decyzji, ale Piotr Cłapa, prezes klubu, rozmawiał z firmami montującymi ogrodzenia. Prezentował także Antoniemu Ptakowi wzory plastikowych siedzisk.

A więc inauguracyjny mecz II ligi z Górnikiem Łęczna na stadionie Piotrcovii? Jako włodarz ŁKS Antoni Ptak kilkarotnie ,,przenosił’’ zespół do innego miasta lub wycofywał z rozgrywek. Nigdy do tego nie doszło.

Autor artykułu: (d)